– Dużo podróżowałem, bo mamy inwestycje nawet w Chinach i je nadzoruję – opowiadał przy kawie, na którą dałam się namówić. Miałam na końcu języka pytanie, czy się ożenił i chyba to wyczuł, bo stwierdził: – Mam świetną pracę i pieniądze, ale nie znalazłem jeszcze kobiety, która by mi zastąpiła ciebie!
To wcale nie takie rzadkie zjawisko: matka dzieciom wychodzi za mąż. Ojciec dzieciom bierze ślub, bo zakochany jest po uszy. Dzieci nie zawsze reagują entuzjastycznie, bo… przestają być w
Czy mama mająca pięcioro lub sześcioro dzieci coś w życiu straciła? Czy to, że jej rodzina jest wielodzietna, jest tożsame z poświęceniem? Jak w ogóle radzi sobie z codziennością, kiedy na świecie pojawia się kolejne dziecko? Wokół życia kobiet, które mają więcej niż czworo dzieci, narasta sporo stereotypów, a te rosną współmiernie ze zwyczajną ludzką ciekawością. Odpowiedzi na te, nurtujące również mnie, pytania szukam u trzech wspaniałych mam wielodzietnych. Zagadnienie wpisuje się w nasz temat miesiąca, bo czerwiec na Ładne Bebe poświęcamy wolności – stąd też tytułowa teza. O swoich dużych rodzinach opowiadają dziś: Kasia – mama czterech synów i córeczki, Maja – mama sześciorga dzieci i Paulina z piątką na domowym pokładzie. Pierwsza z nich wyznała mi: „To zabawne, bo dzięki rodzinie czuję się właśnie wolna. To jest moja droga, mój wybór, a nie opresja i ciężar” – i tak się składa, że te dwa zdania pasują jak ulał do historii każdej z trzech bohaterek. fot. Nela Dymopulos-Kusto * Paulina Chmielewska jest stylistką i mamą szóstki: 11-letniej Anielki, 9-letniej Janeczki, 7-letniego Stefana, 5,5-rocznej Helenki i 3,5-letniego Bronka, a za tydzień dowie się, jaką płeć ma jej szóste dziecko – jest w czwartym miesiącu ciąży. Masz 32 lata, pierwsze dziecko, Anielkę, rodziłaś, będąc młodziutką dziewczyną – pamiętasz, jak zareagowałaś na tę ciążę? Kiedy zaszłam w pierwszą ciążę, byłam w lekkim szoku. Miałam dopiero 20 lat, zaczęłam studia… Sama pochodzę z wielodzietnej rodziny – było nas dziewięcioro, a ja miałam sporo obowiązków, bo urodziłam się jako druga – więc nie byłam przerażona tym, jak sobie poradzę. Dzieci w moim środowisku to była normalna sprawa, rodziły się, ale żyło się zwyczajnie. To było takie ogólne zaskoczenie. Może nie spodziewałam się, że to wydarzy się tak szybko. Błyskawicznie przyzwyczaiłam się do nowej sytuacji i nie przestałam żyć. Planowałam zmianę studiów, chodziłam na imprezy. Pojawienie się dziecka to nie był dla mnie koniec świata. Twoje dzieci rodziły się mniej więcej co dwa lata, między najmłodszym synkiem a najstarszą córką jest 8 lat różnicy – jak ta załoga się dogaduje między sobą? Między Stefankiem i Helenką jest rok różnicy i długo nazywaliśmy ich bliźniakami. Byli bardzo do siebie podobni i ogromnie się kochali. Wszystko robili razem. Stefan otaczał Helenkę opieką i był dla niej bardzo czuły. Później zaczęli razem bardzo rozrabiać. Teraz Helenka bardziej trzyma z Bronkiem. Nasze dzieci łączy ogromną więź. Wiadomo, że bywa tak, że się kłócą, ale przeważnie bardzo się wspierają i stoją za sobą murem. Uważam, że oni tworzą pewnego rodzaju stado, gdzie każdy jest potrzebny i każdy ma swoje zadanie. Najstarsza Anielka jest siostrą o silnym charakterze i jednak reszta musi się jej podporządkować. Często jest tak, że wszyscy bawią się całymi godzinami razem w pokoju, niezależnie od różnicy wieku. Mało tego – bardzo często jest u nas moja najmłodsza siostra Weronika, która jest w tym samym wieku co Anielka. Można powiedzieć, że też należy do stada. Moje dziewczyny traktują ją jak siostrę. A do tego wasze stado zajmuje jedną wspólną przestrzeń. Mieszkamy w małym domku. Nasze dzieci mają jeden wspólny pokój. Myślimy o rozbudowie i o tym, żeby zapewnić im więcej pokoi. Na razie nie chcą o tym słyszeć. Oni chcą być razem. Najbardziej lubią spać wspólnie, na materacach rozłożonych na podłodze. Stawiam, że w dużej rodzinie niezbędny jest podział obowiązków – u was też tak jest? To wam porządkuje codzienność? Tak, obowiązki są ważne, ale nie przesadzałabym z ich ilością. Ja w domu rodzinnym miałam sporo obowiązków i choć uwielbiałam moją rodzine, myślę, że było tego zbyt dużo. Moje dzieci nie mają wyznaczonych stałych obowiązków, oprócz sprzątania swojego pokoju w każdą sobotę. Reszta zależy od potrzeb dnia. Nie znoszę rutyny, lubię, kiedy jeden dzień różni się od drugiego. Dzieci robią to, o co je poproszę, a czasem same sobie wymyślają prace. Anielka np. od dłuższego czasu ma pasję kulinarną. Z początku pomagała mi i przyglądała się z ciekawością, jak gotuję obiad itp. Teraz często jest tak, że ja w ogóle nie gotuję, bo ona robi to sama z wielka przyjemnością. Poza tym często proszę dzieci o znalezienie par skarpetek, bo to jest trochę jak gra (śmiech). Wyjmują też albo wkładają naczynia do zmywarki, sprzątają sobie w szafach, zajmują się młodszym rodzeństwem, bawiąc się razem. Tego typu obowiązki. Ale tak naprawdę większość czasu się po prostu bawią i to jest dla mnie największa pomoc, którą doceniam. Co jest największym wyzwaniem w byciu mamą wielodzietną? Nie wiem, jak inne mamy, ale ja jestem osobą wysoko wrażliwą – to znacznie utrudnia sprawę w byciu mamą. Nie przeraża mnie gotowanie jak dla wojska, ubranie całej ferajny, góry prania czy pełen zlew garów. W mojej rodzinie było to tak normalne, że nie przerastają mnie takie sytuacje. Najgorsze dla mnie jest przebodźcowanie. Zbyt duży hałas, który po jakimś czasie staje się nie do zniesienia. Ale umiem sobie z tym radzić. Znam swoje granice i nie przekraczam ich. Na szczęście mam świadomość, że nie mam dzieci sama ze sobą, tylko z moim kochanym mężem, który też doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Kiedy wiem, że mój limit się wyczerpał, bez wyrzutów sumienia wychodzę się regenerować. Robie różne rzeczy. Czasem potrzebuję po prostu chwili samotności. To ładne osiędbanie. Wyjeżdżacie na wakacje albo wychodzicie dokądś całą ekipą? Oczywiście! Wyjeżdżamy z dziećmi wszędzie, gdzie tylko możemy. Byliśmy parę razy w Chorwacji z przyjaciółmi, którzy też mają piątkę dzieci, i mieszkaliśmy w jednym domku. Jeździmy też z dziećmi na ferie – wszyscy jeździmy na nartach. Faktem jest, że wymaga to od nas zorganizowania – bywają momenty, gdy czuję, że mnie to przerasta. Najczęściej wtedy, gdy kolejny raz ktoś zgubił rękawiczkę, czy nie wie, gdzie jego czapka bądź buty… Ale nigdy nie jestem w tym sama. Mój Tomek świetnie ogarnia, kiedy ja nie domagam. Jesteśmy w tym razem. Właśnie, na swoim koncie na IG napisałaś: „Często piszecie, że jestem niezwykła. Ogarniam piątkę dzieci, chodzę na siłownie czy balet, i jeszcze do tego spełniam się zawodowo. A ja Wam powiem, że to gówno prawda”. No to jaka jest ta „niegówniana” prawda? Fakt. Pokazuję ludziom na Insta, że można zrobić to, czego się pragnie, mimo że ma się dużo dzieci. Że to zależy od nas i od tego, co zrobimy, aby to osiągnąć. Matka nie musi być kobietą zamknięta w domu, rezygnującą ze wszystkiego, co ją otacza. Nie przestaliśmy z Tomkiem żyć. Kiedy trzeba, jesteśmy z dziećmi, robimy z nimi wszystko to, czego potrzebują, ale jeśli jest możliwość, korzystamy z tego i chodzimy na imprezy, spotykamy się ze znajomymi. Jesteśmy fanami kina niezależnego i nie przepuścilibyśmy okazji, żeby pójść na dobry festiwal filmowy. Nie przeprowadziliśmy się na wieś. Wręcz przeciwnie – mieszkamy prawie w centrum miasta, bo to kochamy. Uważam, że niezależnie od wszystkiego trzeba żyć tak, jak się lubi. Ale też wybrałaś bycie mamą przy swoich dzieciach. Oczywiście, chcę być taka mamą, która towarzyszy dzieciom w większej części ich życia. Natomiast w ogóle nie uważam, aby to oznaczało, że muszę odcinać siebie od świata. Kiedy budzi się we mnie pragnienie, że chcę mieć lepszą kondycję, czy poprawić swój wygląd, bo coś mi nie pasuje, to szukam czegoś, co mi w tym pomoże i realizuję to. Kiedy uświadomiłam sobie, że kocham tańczyć i że właściwie żałuję, że nie mogłam rozwijać tej pasji od dziecka, to znalazłam sobie szkołę i w wieku 30 lat zaczęłam tańczyć balet – to sprawia mi ogromną przyjemność! Kiedy dostaję propozycję zrobienia kostiumów do filmu i czuję, że tego pragnę, nie szukam wymówek, tylko organizuję wszystko tak, aby to zrealizować. Fajne jest to, że dzielisz się na IG wszystkim – sukcesami i słabszymi momentami, jak tow życiu bywa. Pokazuję na instagramie, żeby udowodnić matkom czy w ogóle dziewczynom, że możemy być wolne i możemy robić to, czego pragniemy. Chcę je zmotywować. Ale, kiedy słyszę ciągle, że jestem taka świetna, że tyle ogarniam, że się realizuję, że mi zazdroszczą, bo one nie dają z niczym rady, to mówię im jasno, że ja też nie ogarniam. Przez większość czasu jestem mamą siedzącą w domu z dziećmi. Często chodzę brudna, mam gorsze dni, kiedy nic mi się nie chce. Mam momenty zwątpienia, gdy wydaje mi się, że minęłam się z powołaniem. Jestem jak każda z was. Ale mam pragnienia i świadomość, że jeśli wyjdę z tego domu, zrobię coś dla siebie, to będę szczęśliwa, bo nasze głowy potrzebują ochłonąć. I wtedy zawsze wiem, że największe szczęście daje mi rodzina. Spotkałaś się kiedyś z nieprzychylnymi komentarzami ze strony krewnych, znajomych albo nieznajomych, dotyczącymi waszej wielodzietnej rodziny? Ludzie w zasadzie w większości się raczej dziwią, czasem fascynują. A czasem myślę, że mają nas za wariatów. Zdałam sobie sprawę, że duża liczba dzieci, która dla mnie była zawsze czymś normalnym, jest dla innych abstrakcją. Wiem, że moi rodzice doświadczyli ogromnego prześladowania ze strony najbliższych, co było przez lata uciążliwe i bolesne. Kiedy zaczęliśmy dorastać, okazało się, że ci sami ludzi lgną do nas jak do nikogo innego i są dumni i szczęśliwi z takiej rodziny. To, co wymaga trudu, daje też w przyszłości owoce. Bywa, że ludzie rzucają w naszym kierunku jakieś docinki, ale ja to raczej obracam w żart i wychodzi zawsze śmiesznie. Rodzice nas wspierają, chodź teściowie musieli się trochę przyzwyczaić. Na początku byli dość zszokowani, ale teraz nie mogą żyć bez wnuków, pomagają nam i cieszą się na nowe dziecko. Co jest najlepszego w byciu mamą w dużej rodzinie? Dla mnie cudowne jest to oczekiwanie na nowego człowieka. Fascynuje mnie to, że będziemy mieli nowego członka rodziny, który jest naszą wspólną częścią. Myśle o tym, jaki będzie, jak będzie miał wyglądał – to jest coś niesamowitego! To nowe życie – zawsze myślę o tym, że gdyby nie ta decyzja, nie mógłby uczestniczyć w tej pięknej przygodzie życia. Mój pradziadek Wincenty był dwunastym dzieckiem, często myślę, że mogłoby go nie być – mało kto ma tyle dzieci. Gdyby nie ta decyzja, nie byłoby mnie, mojej rodziny. To wszystko jest bardzo skomplikowane i bardzo piękne. To tajemnica życia. Piękna w byciu mamą wielodzietną jest ta inna rzeczywistość, która mnie otacza na co dzień, to życie stadne, w którym nie skupiasz się na szczegółach, tylko na najważniejszych rzeczach. Dzieci stają się szybko samodzielne i hartują się do życia. Najpiękniejsze jest właśnie móc się temu przyglądać – jak dorastają, jak rodzina się rozrasta, staje się silniejsza. A ty jesteś tego częścią i bierzesz w tym udział. Miłość w rodzinie wielodzietnej się mnoży, a nie dzieli. Pięknie dziękuję za rozmowę! fot. Nela Dymopulos-Kusto * Kasia Niedźwiedź Szałajko jest dziennikarką i mamą piątki – miesiąc temu jej czterej synowie: Józef (11 lat), Emil (7 lat) i bliźniaki Tytus i Wilhelm (5 lat) przywitali na świecie siostrę Jagienkę. Od ładnych paru lat byłaś „matką synów”, aż na świat przyszła Jagienka. Była wyczekiwaną córką? Bardzo dobrze czułam się zawsze w tej roli. Na swoim miejscu. Nigdy nie cierpiałam, że nie mam córki. Mam świetnych synów, każdy jest inny, ciekawy, intrygujący. Więc jakiejś szalonej tęsknoty za córką nie miałam… aż do chwili, kiedy okazało się, że nasze kolejne dziecko to dziewczynka. Wtedy bardzo zatęskniłam za tą konkretną dziewczyną. Poczułam, że przyjdzie do nas w odpowiednim momencie. I tak właśnie jest. Przyniosła ze sobą łagodność. Teraz jesteśmy w komplecie. Kiedyś w wywiadzie powiedziałaś: „Dojrzewałam do macierzyństwa. Najpierw miałam jedno dziecko, w którym się strasznie zakochałam”. Jak się miało to zakochanie przy narodzinach kolejnych synów? To jest zawsze osobna historia. Nigdy sztampa. Nowy wspaniały człowiek. Nowe życie. I nowa buzująca na lewo i prawo miłość. Przy bliźniakach – totalne emocjonalne szaleństwo. Endorfiny w zenicie. A im jestem starsza i więcej jako matka przeszłam, tym bardziej potrafię rozkoszować się tą chwilą, nie rozglądać na boki. Z kolejnym dzieckiem dodatkowo cieszy, że ta miłość tak pączkuje. Wiem na pewno, że nie można dać swojemu dziecku nic wspanialszego niż rodzeństwo. Choć to nie było tak, że od zawsze chciałam mieć piątkę dzieci. To był proces, no i troszkę poszłam na skróty, dzięki bliźniakom. I tym sposobem masz na domowym pokładzie 4 synów, a do tego męża – nie ma co ukrywać, że to chłopacki świat. Jak ci w nim jest jako – do niedawna – jedynej kobiecie? Ach, doskonale. Zawsze dobrze dogadywałam się z chłopakami! Jako dziecko biegałam z nimi po drzewach i trzepakach. No, to biegam dalej. Męski świat ma swoje jasne zasady, jest czytelny. My, kobiety, jesteśmy nieco bardziej… hmmm, skomplikowane. Ale chociaż jestem w mniejszości we własnym domu, nigdy nie czułam się zdominowana. Bo też szczerze mówiąc, nie postrzegam świata przez pryzmat płci, tak jak z mężem nie dzielimy domowych czynności na damskie i męskie. Uzupełniamy się, bo każdy jest dobry w czym innym. Chłopaki widzą, że facet też ugotuje obiad, wyrzuci śmieci czy umyje podłogę. Jego życiowym celem nie jest kopanie piłki. Czy chłopcy wspierają was w tej codzienności? Mają swoje obowiązki? Jesteśmy drużyną, w domu każdy jest pełnoprawnym zawodnikiem, to nie książęta obsługiwani przez rodziców. Nie wpuściłabym przyszłych synowych na taką minę (śmiech). Staramy się szybko usamodzielnić chłopców i wymagać od nich (oczywiście według ich możliwości i OCZYWIŚCIE bywa to niełatwe). Dbają o dom i siebie nawzajem. Starsi pomagają młodszym. Szybsi muszą poczekać na wolniejszych. A teraz doszła malutka Jagna. To niesamowite patrzeć, jak starszy brat sam z siebie zmienia siostrze pieluszkę, albo nosi na rękach i śpiewa kołysankę. Myślę sobie wtedy, że może być z niego dobry ojciec. Że to jest naturalne. Że duża rodzina pozwala otworzyć się na drugiego człowieka, jego potrzeby. Relacje między rodzeństwem w takiej ekipie są wielopłaszczyznowe. Wszyscy staramy się coś z siebie dawać innym. Branie jest zdecydowanie mniej ekscytujące. Jeden z waszych synków walczył z chorobą nowotworową. Jak jego bracia sobie z tym radzili? To był trudny czas dla całej rodziny. Ekstremalnie. Ale też jednoczący. Szukaliśmy wtedy oparcia w sobie nawzajem. Chłopcy bardzo to przeżyli, każdy trochę inaczej. Jeden potrzebował więcej przytulania, drugi rozmowy, trzeci czasu tylko z nim. Trochę szybciej dojrzeli, wiedzieliśmy, że musimy porządnie to z nimi przegadać, żeby nie zostali z tym sami. Ale dzieci zawsze w takich chwilach patrzą na rodziców. My wierzyliśmy, że dopłyniemy do brzegu. Dzięki temu nasi synowie czuli się bezpiecznie. A z naszej onkologicznej izolatki, podczas odwiedzin braci, czasem można było usłyszeć beztroski dziecięcy śmiech. Nasz syn wygrał tę batalię, więc ta lekcja była dla nas łatwiejsza do dźwigania. Ale była krzyżem. Dźwigaliśmy go wszyscy razem, ramię w ramię. Wiesz, jaki nasuwa mi się wniosek? Że jako mama piątki nie masz ani mniej, ani więcej zmartwień, które matki miewają generalnie. Opowiedz jeszcze o twojej pracy – jesteś dziennikarką, a to często zawód-wyzwanie. Udaje ci się godzić pracę z ogarnianiem domu? To kompromisy czy raczej wyrzeczenia? Nigdy bym siebie nie podejrzewała o taką wielozadaniowość. Dostałam ją w prezencie, w pakiecie z dużą rodziną. Z królowej chaosu zostałam mistrzynią logistyki (śmiech). Rodzina mnie też nauczyła odpuszczać. Wybierać to, co ważne. Znosić bałagan, pokochać gwar, dzielić uwagę, łączyć potrzeby, nie przejmować się bzdurami. Realizuję się zawodowo, choć nie działam już w tzw. głównym nurcie – odpłynęłam z niego na własne życzenie. To mi pasuje. Ale oczywiście łączenie tych ról czasem wymaga też ostrej gimnastyki, z wypełniania obu weryfikowana jestem natychmiast – na szczęście dzieci nie są w tym temacie bezwzględne. I tak samo dobra bywam w ogarnianiu, jak i nieogarnianiu. I oba są immanentnie wpisane w macierzyństwo. Co jest największym wyzwaniem w byciu mamą wielodzietną? Czasem po prostu codzienność. Wyzwaniem bywa dla mnie logistyka, pogodzenie potrzeb wielu osób (także własnych), czasem wyzwaniem jest cierpliwość. Każda matka ma swoje Kilimandżaro, bez względu na to, czy ma jedno, czy kilkoro dzieci. Ale ja wiem na pewno, że duża rodzina jest też ogromnym wsparciem (co pokazał czas pandemii, przetrwać taki czas razem jest łatwiej). Poza tym nie wiem jeszcze wszystkiego o swojej wielodzietności – najstarszy syn ma dopiero 11 lat, pewnie jeszcze dużo przede mną. Sytuacja jest dynamiczna. Spotkałaś się kiedyś z nieprzychylnymi komentarzami ze strony krewnych, znajomych albo nieznajomych, dotyczącymi waszej wielodzietnej rodziny? Raczej incydentalnie i nigdy wprost. Drażniące jest wypatrywanie deficytów u naszych dzieci. Niektórzy są przeświadczeni, że w dużej rodzinie musi dzieciom czegoś brakować – miłości, uwagi, czy dóbr materialnych. Nam się wydaje, że jest wręcz odwrotnie. Miłość dzieli się naturalnie i dla każdego jej wystarcza, nasze dzieci są otwarte, łatwo nawiązują relacje, nie giną w tłumie zahukane przez rodzeństwo. Dajemy im dobrą edukację, dbamy o ich czas wolny, pokazujemy świat. A jeśli chodzi o posiadane dobra… cóż, aktualnie pracujemy nad ich ograniczeniem. Wobec tego tym, którzy wypatrują deficytów, powiedz, co jest najlepszego w byciu mamą w dużej rodzinie? Och, profity są bardzo konkretne. Na przykład poranne zbiorowe przytulanie, wielość nosków do całowania, satysfakcja, kiedy dzieciaki nie są zainteresowane telewizorem, tabletem czy smartfonem, bo wolą bawić się i razem szaleć z rodzeństwem. Patrzę sobie często na nich i myślę: „kurcze, mają superdzieciństwo”. Piękne dzięki za rozmowę. Trzymajcie się ciepło! * Maria „Maja” Śpikowska – mama Jeremiasza (7,5 roku), Noemi (6 lat), Samuela (5 lat), Borysa (3,5 roku), Stasia (2 lata) i Niny (9 miesięcy). Prowadzi bloga Mamajastado i profil @mamajastado na Instagramie. Razem z mężem prowadzą firmę Ale napis, w której spełniają swoje marzenia i projektują szyldy reklamowe. Pamiętasz przyjście na świat pierwszego dziecka? Urodziłam Jeremiasza, gdy miałam 23 lata, i miałam masę wyobrażeń na ten temat. Kojarzysz memy „Wiesz wszystko na temat dzieci, dopóki nie masz własnych”? To jest o mnie! (śmiech). Przy pierwszym dziecku wydawało mi się, że jestem bardzo świadoma macierzyństwa, że jestem świetnie przygotowana do porodu, bo przecież przeczytałam „W głębi kontinuum” i wiele innych książek, które podsunęły mi koleżanki. Do tego moja mama rodziła w domu i w latach 90. była w organizacji La Leche League – walczyły z dziewczynami o normalizację karmienia piersią i pomagały podobnie jak doradczynie laktacyjne dziś. Jako dziewczynka dorastałam w atmosferze tego, że poród to coś wspaniałego, że karmienie piersią to coś normalnego, a jako nastolatka oglądałam książki ze zdjęciami z porodów. Wydawało mi się, że wszystko wiem, natomiast moja pierwsza ciąża była przenoszona 2 tygodnie. I było wywoływanie porodu… Tak, oksytocyna, wywoływanie porodu – było tu dużo ingerencji lekarzy. Dziś myślę, że lekarze pomogli mi przejść przez bardzo ciężki poród, ale to zderzenie moich wyobrażeń z rzeczywistością było niełatwe. Okazało się, że nie potrafię sama rozmawiać z lekarzami i walczyć o swoje prawa. Miałam zaprzyjaźnioną położną, ale nie wszystko szło po mojej myśli. Z każdym kolejnym porodem czułam się lepiej przygotowana – to się zmieniło na plus. Przy czwartym dziecku miałam już taką fajną pewność siebie, że gdy neonatolog powiedział, że nie mogę iść na USG z dzieckiem, odparłam: „Właśnie, że mogę, proszę pana! Takie są moje prawa”. I poszłam. Przepisy i procedury szpitalne się nie zmieniły, ale wzrosła moja świadomość. Doświadczenie to złoto. Od czwartego dziecka nikt mi nie fikał (śmiech). Jak dzieciaki odnajdują się w waszym, jak to ładnie nazywasz, stadzie? Wspominasz, że czasem bywają „wolontariuszami” i pomagają w domu. Opiekują się sobą? Nie mamy tak, że któreś dziecko jest odpowiedzialne za konkretnego brata czy siostrę, to raczej potrzeba chwili. Jeśli muszę wyjść do łazienki, proszę Noemi, żeby spoglądała na najmłodszą Ninę, i robi to bez problemu. Zdarza się, że mówi: „Mamo, teraz nie mogę, jestem zajęta” i OK, proszę, by dała mi znać, gdy będzie wolna. Tu warto dodać, że oboje z mężem jesteśmy z rodzin wielodzietnych: ja jestem najstarsza z siódemki, a Kuba jest ósmy z jedenaściorga, więc znamy perspektywę najstarszego i najmłodszego malucha. Na tej podstawie pewne rzeczy robimy, a pewnych unikamy. Oczywiście jako normalni ludzie też popełniamy błędy wychowawcze, ale doświadczenie pomaga i nigdy nie zmuszamy starszych dzieci, żeby były odpowiedzialne za te młodsze. Nie robimy z nich opiekunek czy małych dorosłych, a jednocześnie chcemy, żeby byli wychowani w przeświadczeniu, że żyjemy w społeczności, i że mamy swoje obowiązki – jeżeli Jeremiasz nie wyładuje zmywarki, to nie będziemy mieli na czym zjeść kolacji. To jego zadanie, którego uczy Stasia – młodszy czuje się nobilitowany, a starszy dumny, że jest wzorem dla brata. A co z ubieraniem się? Wiem, że uporządkowana garderoba sporo wam ułatwia. Starsi ubierają się sami, my ubieramy tylko dwójkę najmłodszych. Borys już też nieźle sobie z tym radzi. Na pewno garderoba dzieci im w tym pomaga – każdy ma posegregowane swoje ubrania i wie, że szuflada, do której sięga jest jego, a w niej jest koszyk z czystymi gatkami i skarpetkami. Ktoś mi ostatnio powiedział, że to jest bardzo Montessori, a ja myślę sobie, że coś, co ułatwi życie każdej mamie – niezależnie od tego, czy ma jedno dziecko, czy piątkę – to dostosowanie środowiska do dziecka, nie odwrotnie. Trzeba dać dzieciom żyć, ale też podać stołek, żeby mogły sobie nalać tej wody. Skoro jesteśmy przy usprawnieniach rzeczywistości, to wspomnę, że na twoim koncie na IG pysznią się kolorowe talerze ustawione na stole – czasem sześć, czasem osiem. Jak wygląda przygotowanie posiłku dla takiej załogi? Przecież każdy ma swoje preferencje smakowe, a do tego dochodzą nietolerancje pokarmowe! Nasze dzieci nie mają uczuleń i nietolerancji, jedzą gluten i białko. Być może to wynika z tego, że nie stosujemy przetworzonej żywności – poza sytuacjami awaryjnymi. Po prostu nam się to nie opłaca, bo jedzenie jest pakowane w porcje dla mniejszych rodzin. Robię po prostu większe zakupy. Ostatnio wzbudziłam podejrzenia ochroniarza, bo wpakowałam do koszyka całą skrzynkę pomidorów, która i tak starczy nam na jakieś trzy dni. Czasem moje zakupy mogą wyglądać trochę groteskowo (śmiech). Jeśli chodzi o gotowanie, wszyscy jemy to samo. Mam bardzo prosty styl gotowania, kocham kuchnię włoską – uważam, że jest stworzona dla dużych rodzin. Sprawdza nam się też sposób wielodzietny, czyli ustawiam talerz z jedzeniem na środku stołu, a dzieci mogą wybierać, co chcą jeść. Mamy przy stole taką zasadę, że nie mówimy, że coś jest „obrzydliwe”, a jeśli maluchom coś nie smakuje, odkładają to na brzegu talerza i mówią „to nie jest mój hit”. Działa! Patrzę na twoje zdjęcia z domowego pokładu i myślę sobie: ale tam czysto! To teraz się przyznaj, czy to „kadry ułożone”, czy udaje ci się tak ogarniać dom? Bardzo lubię porządek, lubię mieć rzeczy poukładane po swojemu, i dużo czasu zajęło mi przyjęcie tej myśli, że mieszkają z nami dzieci, że mieszają wszystko i robią bałagan. Co więcej, nie oceniają tego jako bałagan. Czasami się wściekam, ale generalnie bywa tak, że mamy bałagan, ale muszę go zostawić, żeby robić coś innego, np. poczytać maluchom książkę. Muszę olać, że połowa naczyń nie jest wsadzona do zmywarki, albo połowa prania została w pralce. Przecież kolejna chwila, w której będę mogła im poczytać, może nie nadejść. Udaje wam się wychodzić gdzieś całym stadem? Pewnie, choć prawdę mówiąc, nie jesteśmy fanami wychodzenia do restauracji czy do centrum miasta, bo to nie są miejsca przyjazne dzieciom – i to nie dlatego, że mamy ich dużo, tylko generalnie. Najłatwiej jest nam jechać w przyrodę, najczęściej do lasu – tam odpoczywamy. Jeździmy jednym samochodem – mamy dziewięcioosobowego volkswagena transportera. Na wakacje jeździmy nad morze, przed sezonem (możemy unikać wiecznego odmawiania dzieciom kupowania tandetnych zabawek na straganach i jedzenia frytek dwa razy dziennie). Teraz planujemy wyjazd w góry, do naszej tajnej bazy – chatki, w której nie ma bieżącej wody, za to jest mnóstwo zwierząt dookoła, np. gdy myjesz zęby przy strudze, towarzyszą ci owce. Dzieci w przyrodzie mają totalną wolność. O, tak – w naturze wszyscy jesteśmy wolni. Z przyjściem na świat kolejnego dziecka miłość się mnoży, ale czas trzeba jednak nieco podzielić. Udaje ci się wygospodarować chwilę na „randki” tylko z jednym dzieckiem? Staramy się to robić wtedy, kiedy dzieci dają sygnał, że tego potrzebują. Czasem czuję, że mijam się z którymś dzieckiem, mimo że siedzimy przy jednym stole. To też zależy od charakteru malucha – niektóre są ekstrawertyczne, jak ich matka (śmiech), a u innych więcej się dzieje we wnętrzu i trzeba je po prostu zapytać. I nie chodzi o to, żeby jechać nie wiadomo dokąd – czasem wystarczy spacer do Paczkomatu albo 15 minut dookoła osiedla. Dla malutkiego dziecka to wystarczające, bo wtedy jest się skupionym tylko na nim. Teraz, kiedy rozmawiamy na Skype, wasze dzieci są pod opieką niani. Często korzystacie ze wsparcia? Rodzina nam czasem pomaga, ale moi teściowie mają czterdzieścioro wnucząt, a moi rodzice jedenaścioro, a do tego wszyscy pracują, więc nie polegamy na dziadkach (śmiech). Priorytetem jest dla mnie bycie mamą, ale po czwartym dziecku zrozumiałam, że jestem jedna i nie muszę być tylko mamą. To był przełom, owocny dla naszej rodziny, dla naszego związku. Kiedy muszę popracować, staramy się szukać opiekunek, najczęściej są to dziewczyny z wielodzietnych rodzin, które mają doświadczenie z młodszym rodzeństwem. Właśnie – muszę ruszyć z moim blogiem, bo już zarósł chwastami! Spotkałaś się kiedyś z nieprzychylnymi uwagami ze strony krewnych, znajomych albo nieznajomych, dotyczącymi wielodzietnej rodziny? Takich komentarzy jest bardzo niewiele – nie wiem, czy coś się zmieniło w społeczeństwie, czy my przerażamy swoim ogromem (śmiech). Odkąd mamy szóstkę dzieci, nikt nas nie zaczepiał w sposób negatywny – to się zdarzało do trzeciego dziecka. Później, kiedy czekaliśmy na czwarte dziecko, zaczęło się słynne 500 plus. Czytałam, że ludzie dokuczają rodzinom wielodzietnym, wołając za nimi „500 plus!” – nam się to nie przytrafia. Na moim koncie na Instagramie zdarzają się nieprzyjemne komentarze, ale to naprawdę promil. Za to – co ważne i ciekawe – dużo ludzi mówi nam miłe i pozytywne rzeczy, gdy spotyka nas na ulicy. Ale super! Dołączam do nich. To powiedz jeszcze, co jest najpiękniejsze, a co bywa największym wyzwaniem w byciu mamą wielodzietną? Trudne są te momenty, kiedy przez zmęczenie fizyczne zgubi się przekonanie o tym, kim się jest. Z macierzyństwem jest jak z pracą – może być twoją pasją, ale możesz się też wypalić, i ja się czasem wypalam. To jest sygnał, że muszę się zaopiekować sobą. Jak w samolocie, kiedy najpierw zakładasz maseczkę sobie, a później dziecku. Zmęczona mama niewiele może zdziałać – dla dziecka, dla męża, dla siebie i dla świata. O tym staram się pamiętać. Macierzyństwo jest też dla mnie wyzwaniem duchowym – żeby wychować tych ludzi, których dał mi Pan Bóg. A najpiękniejsze w byciu mamą wielodzietną są te momenty, kiedy wszystkie dzieci siedzą przy stole i to najmniejsze, które jest niewinne i jeszcze nam nie odpyskowało (śmiech), tak szczerze się cieszy, klaszcze. Ta autentyczna radość udziela się nam wszystkim. Uwielbiam też te chwile w przyrodzie – wtedy po prostu jesteśmy rodziną. Dziękuję za rozmowę! Czy wśród was też są mamy wielodzietne? Jeśli tak – jakie macie doświadczenia w macierzyństwie i społeczeństwie? Jestem ogromnie ciekawa, czy blisko wam do historii naszych bohaterek.Wydaje nam się, że zawsze dogadamy z naszym dzieckiem - małym, czy dużym. Bo kochamy. Bo je znamy. Dziecko dorasta. I okazuje się, że wcale nie znamy. Nawet jeśli mocno kochamy. Że coraz trudniej się dogadać. A najgorsze, że nie ma złotego środka. A może jest? Do rozmowy zaprosiłyśmy człowieka, który mówi, że kocha dzieciaki. O terapii, której zadaniem jest naprawienie relacji w rodzinie, mówi prof. Bogdan de Barbaro, psychoterapeuta i psychiatra, wykładowca UJ. Artykuł ukazał się w „Ja My Oni” tom 20. „Psychoterapia. Dla kogo, u kogo”. Poradnik dostępny w Polityce Cyfrowej i w naszym sklepie internetowym. *** Agnieszka Krzemińska: – Według teorii systemu wszyscy wpływają na wszystkich, podobne przyczyny mogą wywoływać różne skutki, te same skutki mieć różne przyczyny. Jak się w tym nie pogubić?Bogdan de Barbaro: – Właśnie ta rozmaitość sprawia, że terapia rodzinna jest tak fascynująca i przypomina ciągłą wędrówkę po nieznanych lądach. A pogubić się można, jeśli chce się wiedzieć za dużo i za wcześnie. Terapeuci nie muszą być wszechwiedzący, nie powinni też zanadto podpierać się schematami, które im rzeczywistość uporządkują lub uproszczą. Zadaniem terapeuty, zresztą nie tylko systemowego, jest wsłuchiwanie się w pacjenta, zadawanie użytecznych pytań. Wśród terapeutów są trzymający się teorii dogmatycy i „przekornie pokorni”, czyli nastawieni na podążanie za pacjentem. Mnie bliższe jest to drugie, sceptyczne podejście, pozwalające kwestionować nie tylko teorię, ale też samego siebie i swoje myślenie. Terror teorii sprawia, że terapeuta widzi tylko to, co ona podpowiada, i może nie dostrzec czegoś ważnego, co się w teorii nie mieści. W dodatku niektóre z tych schematów i założeń przestają być użyteczne w obliczu zmian cywilizacyjnych. Trzeba je elastycznie O ile prawa dotyczące konfliktów intrapsychicznych zmieniają się wraz z ewolucją kultury, o tyle w rodzinie doszło w ciągu ostatnich 100 lat do prawdziwej rewolucji. Na ogół nie zdajemy sobie sprawy, jak diametralnie zmieniły się relacje między pokoleniami. Kiedyś człowiekowi z wiekiem przybywało mądrości, stawał się seniorem rodu i mędrcem. Teraz musi iść do syna lub wnuka po radę, jak obsłużyć nowy sprzęt. To wywraca do góry nogami stare struktury, bo nagle władza rozstała się z wiedzą. Nie mniejszą rewolucją w rodzinie jest zmiana pozycji i roli kobiet. W gabinetach terapeutycznych często pojawiają się jej ofiary. „Przecież wszystko było w porządku, gdy mówiłem, co trzeba robić, przynosiłem pieniądze, a ty chowałaś dzieci. A teraz chcesz iść do pracy! Czy ty mnie już nie kochasz?” – wyrzucają panowie swoim żonom, bo nie radzą sobie z równością płci, która kiedyś nie obowiązywała. Jeśli system jest najważniejszy, to czy jednostka w procesie terapeutycznym nie schodzi na drugi plan?Wyobraźmy sobie, że do gabinetu przychodzi matka z córką chorującą na anoreksję. Może być tak, że terapeuta prosi, by przyszła cała rodzina, ale gdy na kolejnym spotkaniu okaże się, że na córkę silnie wpływa nie konflikt z bratem czy z ojcem, tylko brak porozumienia między jej rodzicami, terapeuta może zaproponować terapię małżeńską, a nie spotkania rodzinne. Jeśli wszystko dobrze pójdzie, poprawa relacji między rodzicami sprawi, że córce anoreksja „nie będzie już potrzebna”, bo – mówiąc metaforycznie – system nie będzie już jej potrzebował do swojej homeostazy. A zatem terapia adresowana jest do systemu, ale z nadzieją, że dzięki jego naprawie poprawi się sytuacja jednostki. Często jednak przychodzi do nas para małżeńska: „kochamy się, ale nie możemy się dogadać” – wtedy terapia kierowana jest na relacje, na to, by partnerzy umieli się zrozumieć i porozumieć. Żaden z nich nie przynosi bowiem indywidualnego objawu, tylko wspólne cierpienie i bezradność. W jaki sposób na system rodzinny wpływają konflikty międzypokoleniowe? Jest np. taka figura złej przyczyną kryzysu w pierwszych latach małżeństwa jest fakt, że żona lub mąż psychicznie nie opuścili domu rodzinnego. A taki nieodpępiony dorosły ma problem z przyjęciem nowych ról małżonka i rodzica. Mamy wtedy do czynienia z trójkątem – jednym mężczyzną i dwiema kobietami (matka i żona) albo z jedną kobietą i dwoma mężczyznami (ojciec i mąż). Problem dodatkowo narasta, jeśli skonfliktowana babcia (lub dziadek) opiekuje się wnukiem – to może prowadzić do tzw. triangulacji dziecka. Na przykład babcia każe mu myć ręce przed obiadem, a ojciec twierdzi, że takie mycie to przesąd, co sprawia, że dziecko narażone jest na chaos poznawczy. Według niektórych terapeutów dzieci używane w pojedynkach między dorosłymi powinny już nawet jako kilkulatki uczestniczyć w terapii rodzinnej, bo są na tyle nasycane konfliktem, że może to mieć negatywne konsekwencje dla ich rozwoju. W rozwiązaniu tego węzła gordyjskiego podpieracie się pracą na genogramach. Jak to działa?Załóżmy, że młoda żona chce iść do pracy po odchowaniu dzieci, ale jej mąż, którego matka przez cale życie zajmowała się domem, traktuje ten pomysł jak sprzeniewierzenie się dobru rodziny. Dochodzi do konfliktu. Mężczyzna idzie po radę do swojej mamy, która potwierdza jego stanowisko. Wtedy żona czuje się źle traktowana i wyrzuca mężowi, że ich najważniejsze sprawy omawia z matką, w związku z tym mocniej go atakuje. A to go jeszcze bardziej zbliża do rodzicielki. Gdy pacjenci przychodzą do mnie z oskarżeniem: „mąż woli spędzać czas z matką niż ze mną” albo: „żona nie rozumie moich synowskich obowiązków”, to muszę wyprowadzić ich z „sali sądowej” i pomóc w zrozumieniu tego błędnego koła. Dopiero gdy zrozumieją, że to nie oni są dla siebie przeciwnikami, tylko blokuje ich owa pętla zależności, można szukać rozwiązań. Refleksja nad drzewem rodzinnym pokazuje, jak bardzo realizujemy to, co było ważne dla poprzednich pokoleń. Należy sobie zadać pytanie, czy obie strony chcą budować nowy autorski projekt małżeństwa, czy silniejsza jest lojalność wobec dziadków i pradziadków. Terapeuci systemowi podkreślają, że każde małżeństwo jest inne, stanowi wypadkową wzorców przyniesionych z rodzin obydwu partnerów, czasami trudno ulepić wspólny projekt lub on się po prostu takiej sytuacji punktem wyjścia jest pytanie o motywację i gotowość do naprawy sytuacji. Wiele osób cierpi, ale nie przyjdzie im do głowy, by zgłosić się do terapeuty, bo wstydzą się sięgać po pomoc kogoś „od psychiki”. Co prawda opór jest coraz słabszy, ale nadal pokutuje. Ponieważ jednak kryzys rodziny jest hasłem dość wyraźnym w obecnej kulturze, jeśli ludzie chcą być razem, a nie potrafią, to powinni zwrócić się o pomoc do specjalisty. Większość sięgnie po tabletki kojące nerwy lub poprawiające prowadzona terapia będzie skuteczniejsza. I to długofalowo. Właśnie przygotowywane są badania, które mają odpowiedzieć na pytanie, czy aby nie jest tak, że osoby korzystające z psychoterapii rzadziej korzystają z usług lekarzy somatycznych. Są przesłanki, by sądzić, że ludzi po psychoterapii rzadziej męczą bóle serca, zawroty głowy i inne objawy wynikające z problemów emocjonalnych. Jeśli się je rozwiąże, ciało zaczyna lepiej funkcjonować. Czy głównym problemem terapii rodzinnej nie jest przypadkiem sytuacja, kiedy – parafrazując Fredrę – dwoje nie chce naraz?Pacjent ma prawo się bać, nie ufać, wątpić w sens terapii. Często już na wejściu słyszę: „przyszedłem, bo żona chciała” albo „niech się on zmieni, to wszystko będzie dobrze”. Jeśli jednak ktoś jest gotowy na wstępne spotkanie konsultacyjne, to zadaniem terapeuty jest pokazać mu, że nawet bez głębokiej motywacji do zmiany ma osobisty interes w pracy nad związkiem. Terapia nie rozwiąże wszystkich problemów, ale jeśli uda się zbudować dialog, jeśli pojawi się chociażby zalążek zaufania do terapeuty, to może dojść do nawiązania przymierza: uzgodnienia metod i celu spotkań. Jedną z największych trudności – podobnie zresztą całej psychoterapii – jest konieczność mówienia o osobistych, często intymnych problemach emocjonalnych. Kobietom jest na ogół łatwiej rozpoznawać uczucia i o nich mówić. Mężczyźni mają z tym poważne problemy. Wciąż dominujący wzorzec kulturowy nakazuje im być sprawnym i silnym, a tymczasem w terapii trzeba odkrywać swoje słabości. Już samo zgłoszenie się do terapii mężczyźni przeżywają jako swego rodzaju porażkę, na którą duma nie chce im pozwolić. Do pana trzeba od razu przyjść ze skonfliktowanym partnerem?Niekoniecznie. W czasie konsultacji terapeuta musi się rozeznać, na czym polega problem pacjenta, i ocenić, czy lepsze będą spotkania indywidualne czy rodzinne. Jeśli ktoś mówi: „myślę o rozwodzie, mój mąż myśli tak samo, co mamy robić?”, to zaproponuje konsultację małżeńską. Ale często te spotkania pokazują, że konflikty mają swoje źródło w przeszłości. Wspólny namysł nad nią pozwoli zrezygnować z walki i oskarżeń partnera na rzecz prób rozumienia siebie i jego oraz budowania empatii. Ale czasami terapia dotyczyć będzie intymności i życia seksualnego, a niekiedy pójdzie w głąb. To już brzmi po bo to, co intrapsychiczne, jest ważne. I dobrze opisane przez teorię psychodynamiczną. Znaczenia zjawisk dziejących się wewnątrz psychiki terapeuci systemowi nie kwestionują. Czasy dogmatyzmu terapeutycznego i ortodoksji, gdy szkoły terapeutyczne, budując swoją tożsamość i granice, zwalczały się nawzajem, mamy już za sobą. Dziś większość wykazuje gotowość do „zaglądania do sąsiadów” i uczenia się od nich. W Zakładzie Terapii Rodzin organizujemy 5-letnie szkolenia terapeutów rodzinnych. Połowa czasu przeznaczona jest na terapię rodzin i par, a połowa na metodę psychodynamiczną. Są też zajęcia zaznajamiające z innymi podejściami. Czy to zmienia założenia waszego nurtu?Podejście systemowe cały czas się rozwija, ale najważniejszą zmianą ostatnich lat jest wzbogacenie wrażliwości na system, praca nad zmianą języka, którym opisujemy rzeczywistość. Na przykład w czasie spotkania ojciec krnąbrnego syna mówi do niego: „zejdziesz na psy, jak będziesz się dłużej tak zachowywał”, a nastolatek się odcina: „ależ ty pieprzysz, nie cierpię cię”. Terapeuta sugeruje więc, by panowie zdefiniowali swój konflikt za pomocą mniej raniących słów. Być może z czasem ojciec dojdzie do wniosku, że syn po omacku szuka swojej drogi, syn zaś uzna: ojciec mnie kocha, ale jest bezradny, gdy idę przez życie po swojemu. Niby chodzi o to samo, ale teraz opisy są inne, bardziej empatyczne i otwarte. To może przełożyć się na zmianę stosunków i zachowań – ojciec nie będzie się już tak wściekał, a syn zrozumie, że ojciec martwi się o niego. Rozmowa i praca na genogramach prowadzi do wyciągania z szaf trupów – traum z przeszłości, rodzinnych mitów. Czy to wystarcza do rozwiązania problemów tu i teraz?Tak, bo jeżeli ludzie w trakcie terapii zobaczą, że ich konflikt wynika z odziedziczonych po przodkach schematów i że można go rozwiązać na przykład w ten sposób, że mąż będzie bardziej czuły dla żony, to zmiana może nastąpić bardzo szybko. Kiedy powie jej coś miłego, ona zareaguje z życzliwością, co sprawi mu przyjemność, czyli od razu dostanie nagrodę za zmianę i będzie chciał to powtórzyć. Przewagą terapii rodzinnej nad indywidualną jest właśnie to, że rozeznanie szybko przekłada się na zmianę w zachowaniach. Tak więc, wiedza o naszej rodzinnej przeszłości pomaga naprawiać relacje i pozytywnie zmienić życie. Co oczywiście nie znaczy, że efekt można zawsze osiągnąć tak szybko, łatwo i przyjemnie. Tyle że jesteśmy zatopieni nie tylko w mitach rodzinnych, którymi usprawiedliwiamy nasze wady, lecz także społecznych, które nam porządkują świat. Czy naprawdę jesteśmy w stanie od nich uciec?Homo viator – człowiek wędrujący przez życie – ciągle ewoluuje. Jest inny jako dziecko, inny w wieku trzydziestu lat, gdy ma obowiązki rodzicielskie i zawodowe, a inny jako oddany wnukom emeryt. Pytanie tylko, na ile ma w tym świadomy udział, na ile jest autorem scenariusza własnego życia, a na ile – co jest złym rozwiązaniem – jedynie biernym aktorem. ROZMAWIAŁA AGNIESZKA KRZEMIŃSKA *** Kto prowadzi rzetelną terapię rodzinną Terapeuci, szkolenia, certyfikaty Aby zapisać się na kurs terapeuty rodzinnego, trzeba mieć dyplom ukończenia studiów wyższych. Zdecydowaną większość kursantów stanowią absolwenci psychologii, socjologii, lekarze psychiatrzy i pracownicy społeczni. Kilkuletnie (4–5-letnie) szkolenia przygotowujące do certyfikatu psychoterapeuty, w programie których jest ok. 2-letnia „część systemowa”, prowadzone są np. w Centrum Psychologiczno-Medycznym MABOR w Warszawie, a w Krakowie w Klinice Dzieci i Młodzieży Collegium Medicum UJ w ramach Fundacji im. Haubenstocków, Zakładzie Terapii Rodzin Collegium Medicum UJ w ramach Fundacji Rozwoju Terapii Rodzin Na Szlaku, Ośrodku Psychoterapii Systemowej oraz Ośrodku Szkoleń Systemowych. Szkolenia dające certyfikat psychoterapeuty i doradcy systemowego prowadzi Wielkopolskie Towarzystwo Terapii Systemowej, ale póki co nie istnieje certyfikat powszechnie uznany. Sekcja Naukowa Terapii Rodzin Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego dopiero przygotowuje zasady jego przyznawania. Brak certyfikatu terapeuty rodzinnego sprawia, że trudno jednoznacznie powiedzieć, ilu osób pracuje tą metodą. Szacunkowo to około 300 terapeutów.
Zobacz 7 odpowiedzi na pytanie: Ja go kocham .. on mnie też.. ale nie możemy być razem co zrobić ? pogadać z nim czy co..?
Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź 1 2009-08-14 18:44:23 kaszmirka Wróżka Bajuszka Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-08-14 Posty: 208 Wiek: 29 Temat: dlaczego kochamy ,a nie potrafimy być razemprowadzę podwójne życie,mam partnera z którym jestem dobrych parę lat,i wspaniałego faceta którego poznałam parę msc temu i dla którego straciłam głowe,lecz on tak jak ja jest zajęty chcielibyśmy bardzo być ze soba bez ukrywania się lecz w grę wchodzą nasze dzieci,nie chcemy im zabierać rodziców,ale bez siebie też nie potrafimy żyć,los płata nam figle spotkaliśmy sie w nieodpowiednim miejscu i czasie,wiem że to miłość mojego życia moja bratnia dusza,rozum mówi że powinnam się wycofać a serce lgnie do niego,każda decyzja będzie boląca,mam tylko cichą nadzieję że los połączy nasz drogi kiedyś tam,bo skoro to takie silne uczucie powinno przetrwać wszytsko,dobre i złe chwile .........strasznie to wszytsko skomplikowane i ciężka każda decyzja 2 Odpowiedź przez kocur1507 2009-08-14 19:42:08 kocur1507 Słodka Czarodziejka Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-07-19 Posty: 150 Odp: dlaczego kochamy ,a nie potrafimy być razem współczuje, okropna sytuacja...no niby żadne wyjście nie jest dobre, ale bycie z facetem z którym jesteś z przyzwyczajenia to na dłuższą mete i tak skończy sie porażką...tak to już jest, że "lepsze" zawsze było wrogiem "dobrego" i teraz, kiedy już poznałaś mężczyzne bez którego nie możesz żyć, ciężko Ci będzie być z tym pierwszym tylko ze względu na dzieci, a i one z czasem będą widzieć, że między Wami nie jest dobrze... 3 Odpowiedź przez kaszmirka 2009-08-14 20:05:22 kaszmirka Wróżka Bajuszka Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-08-14 Posty: 208 Wiek: 29 Odp: dlaczego kochamy ,a nie potrafimy być razemtak,ale wiesz ja sama zostalam w wieku14lat bez mamy,bo rodzice się rozwiedli,i w sumie nie wiem czy bym nie wolała żeby mama jednak była mimo wszytsko,ciężko sie żyje w ten sposób,ale to dla niego codziennie wstaje chce mi sie życ i czekam i odliczam dni na spotkanie z nim przy nim wszytsko jest inne piękne i kolorowe,a co dalej będzie tego nie wiem 4 Odpowiedź przez kocur1507 2009-08-14 20:18:13 kocur1507 Słodka Czarodziejka Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-07-19 Posty: 150 Odp: dlaczego kochamy ,a nie potrafimy być razemno może ciężko sie tak żyje, kiedy rodzice nie są razem, ale moim zdaniem to kwestia chęci i organizacji wiadomo, że to nie to samo co cała rodzina w komplecie ale moim zdaniem to lepsze niż rodzina w komplecie i ktoś jeszcze na dokładke... 5 Odpowiedź przez kaszmirka 2009-08-14 20:21:35 kaszmirka Wróżka Bajuszka Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-08-14 Posty: 208 Wiek: 29 Odp: dlaczego kochamy ,a nie potrafimy być razemno napewno,ale skoro jestem szczęśliwa choć chwile czy mam rezygnować ze swojego szczęścia??????????? 6 Odpowiedź przez kocur1507 2009-08-14 20:25:30 kocur1507 Słodka Czarodziejka Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-07-19 Posty: 150 Odp: dlaczego kochamy ,a nie potrafimy być razemno to właśnie pisze, że moim zdaniem nie powinnaś i chociaż teraz wydaje sie to trudne to myśle, że z biegiem czasu wyda Ci sie to dobrym rozwiązaniem i nie będziesz żałować swojej decyzji jednak ona należy do Ciebie 7 Odpowiedź przez kaszmirka 2009-08-15 11:12:59 kaszmirka Wróżka Bajuszka Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-08-14 Posty: 208 Wiek: 29 Odp: dlaczego kochamy ,a nie potrafimy być razemwiesz próbowałam i sie nie udało chciałam odejść ale serce pękało mi z bólu,nie potrafilam złapać oddechu,duszę się bez niego 8 Odpowiedź przez LoveIsPain 2009-08-18 11:36:09 LoveIsPain Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-08-18 Posty: 1 Odp: dlaczego kochamy ,a nie potrafimy być razem kaszmirka napisał/a:wiesz próbowałam i sie nie udało chciałam odejść ale serce pękało mi z bólu,nie potrafilam złapać oddechu,duszę się bez niegoHej. Wiem co czujesz, mam to samo chociaż u mnie sytuacja wygląda inaczej. Oboje się kochamy, oboje chcemy ale rozum mówi jeszcze troche, kilka miesięcy to naprawdę mało- może to tylko zauroczenie. Nie podejmuj pochopnych decyzji;) 9 Odpowiedź przez kaszmirka 2009-08-18 13:47:49 kaszmirka Wróżka Bajuszka Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-08-14 Posty: 208 Wiek: 29 Odp: dlaczego kochamy ,a nie potrafimy być razemno ciężko jest na razie zostawie wszytsko jak jest czas pokaże co i jak 10 Odpowiedź przez suzz 2009-08-18 13:53:10 suzz Zbanowany Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-05-03 Posty: 450 Odp: dlaczego kochamy ,a nie potrafimy być razemPoddaj sprawę czasowi.. On pokaże Wam wszystko... Bądź dobrej myśli i nie rezygnuj z kogoś, kto jest Twoim życiem. 11 Odpowiedź przez kaszmirka 2009-08-18 14:03:55 kaszmirka Wróżka Bajuszka Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-08-14 Posty: 208 Wiek: 29 Odp: dlaczego kochamy ,a nie potrafimy być razemjejku jak ja Ci dziękuję ktoś wkoncu mnie poparł i rozumie co się czuje i myśli,chcę być z nim mimo wszystko,a czas pokaże dokładnie,nigdy nie wiadomo co komu pisane,pozdrawiam i dziękuję za wsparcie 12 Odpowiedź przez suzz 2009-08-18 14:10:44 suzz Zbanowany Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-05-03 Posty: 450 Odp: dlaczego kochamy ,a nie potrafimy być razem Nie wolno nam rezygnować z ważnych wartości życiowych..zwłaszcza z miłości... Troszkę egoizmu nikomu nie zaszkodzi.. pomyśl czasem o sobie o o własnym szczęściu. O Rodzinie oczywiście nie wolno zapominać, ale Ty sama dla siebie też musisz być ważna. 13 Odpowiedź przez kaszmirka 2009-08-18 14:17:01 kaszmirka Wróżka Bajuszka Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-08-14 Posty: 208 Wiek: 29 Odp: dlaczego kochamy ,a nie potrafimy być razemkochana dodajesz mi skrzydełłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłł chce mi się żyć kochać i być kochana 14 Odpowiedź przez suzz 2009-08-18 14:27:20 suzz Zbanowany Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-05-03 Posty: 450 Odp: dlaczego kochamy ,a nie potrafimy być razemLos leży w Twoich rękach... Pomyśl o tym, co będzie za kilkanaście lat.. kiedy Twoje dzieci zaczną układać sobie życie i zakładać Rodzinę... Nikt nie chce być sam.. Nikt nie powinien być sam 15 Odpowiedź przez koma5 2009-08-18 15:51:50 Ostatnio edytowany przez koma5 (2009-08-18 15:53:30) koma5 Zbanowany Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-01-07 Posty: 3,244 Wiek: 50+ Odp: dlaczego kochamy ,a nie potrafimy być razem hopeforlife napisał/a:Los leży w Twoich rękach... Pomyśl o tym, co będzie za kilkanaście lat.. kiedy Twoje dzieci zaczną układać sobie życie i zakładać Rodzinę... Nikt nie chce być sam.. Nikt nie powinien być sam Hopeforlife...coś bajdurzysz, sorry...Kaszmirka ma męża/partnera, nie jest sama...Kaszmirko, spodobały Ci się wypowiedzi hoperforlife, bo utwierdzają Cie w tym, że ten facet jest w porządku wobec Ciebie i za chwile porzuci swoją świeżo zaślubioną żonę i wróci do co z Twoim związkiem? Skoro kochasz tak bardzo, to powinnaś oznajmić to swemu obecnemu partnerowi i odejść od niego. Odejść i czekać.... 16 Odpowiedź przez kaszmirka 2009-08-18 15:56:34 kaszmirka Wróżka Bajuszka Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-08-14 Posty: 208 Wiek: 29 Odp: dlaczego kochamy ,a nie potrafimy być razemgdyby wszystko było prostsze życie nie było by takie skomplikowane,nie wiem może brakuje nam odwagi w tym wszystkim,nie wiem jest jak jest,ważne że mam choć chwile radości i szczęścia,nie chcę nikogo krzywdzić i dlatego te tajemnice 17 Odpowiedź przez koma5 2009-08-18 16:32:48 koma5 Zbanowany Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-01-07 Posty: 3,244 Wiek: 50+ Odp: dlaczego kochamy ,a nie potrafimy być razem nie chcę nikogo krzywdzićI przestaniesz wobec tego spotykać sie z tym swoim wymarzonym??...aby nie krzywdzić jego żony, dziecka...No, kaszmirko, powiedz? 18 Odpowiedź przez kaszmirka 2009-08-18 16:45:40 kaszmirka Wróżka Bajuszka Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-08-14 Posty: 208 Wiek: 29 Odp: dlaczego kochamy ,a nie potrafimy być razemwiesz nie potrafie próbowałam wiele razy,ale czulam się jakbym nie istniała nie potrafiłam złapać oddechu dusiłam się,jakby mnie nie było,na chwile obecną nie potrafie zrezygnować z niego 19 Odpowiedź przez koma5 2009-08-18 17:35:55 koma5 Zbanowany Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-01-07 Posty: 3,244 Wiek: 50+ Odp: dlaczego kochamy ,a nie potrafimy być razem...no to nie pisz, że nie chcesz nikogo krzywdzić... 20 Odpowiedź przez suzz 2009-08-18 18:40:22 Ostatnio edytowany przez hopeforlife (2009-08-18 18:47:38) suzz Zbanowany Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-05-03 Posty: 450 Odp: dlaczego kochamy ,a nie potrafimy być razem Z byciem samemu miałam na myśli to, gdyby Kaszmirka odeszła od swojego męża. Ma partnera, ale nie jest z nim samotna... A co złego w tym, że dwoje ludzi pragnie razem być?Może lepiej nie będę się wypowiadać w tym temacie...Pozdrawiam i przepraszam jeśli namąciłam i źle coś ma co nikogo potepiać za zachowanie. Każdy jest taki a nie inny. Miłość nie wybiera... Tak jak napisałam wcześniej, czas pokaże co z tego się z tym, że żona tego mężczyzny cierpi. Nie ma idealnego wyjścia z sytuacji... 21 Odpowiedź przez kaszmirka 2009-08-18 20:33:19 kaszmirka Wróżka Bajuszka Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-08-14 Posty: 208 Wiek: 29 Odp: dlaczego kochamy ,a nie potrafimy być razemwszystko ok hopeforlife każdy ma swoje zdanie jest jak jest mimo czy ktoś osadzi to tak czy tak ja i tak zrobie swoje,pozdrawiam ciepło 22 Odpowiedź przez zuzia 2009-08-22 20:50:34 zuzia Słodka Czarodziejka Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-08-22 Posty: 150 Wiek: 36 Odp: dlaczego kochamy ,a nie potrafimy być razem kaszmirka napisał/a:no ciężko jest na razie zostawie wszytsko jak jest czas pokaże co i jakkaszmirko a co jesli sie to wyda i stracisz wszystko? moze lepiej nie zwlekaj z podieciem decyzji. 23 Odpowiedź przez kaszmirka 2009-08-25 11:42:02 kaszmirka Wróżka Bajuszka Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-08-14 Posty: 208 Wiek: 29 Odp: dlaczego kochamy ,a nie potrafimy być razemzuzia z każdej strony próbuje jakoś to poukładać,odejść ale na sama myśl serce mi pęka na pół,wszytsko zaczyna mnie przerastać,jestem a tak jakby mnie nie było,juz sama nie wiem co mam robić,zaczynam wariować 24 Odpowiedź przez zuzia 2009-08-25 12:42:33 zuzia Słodka Czarodziejka Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-08-22 Posty: 150 Wiek: 36 Odp: dlaczego kochamy ,a nie potrafimy być razemnie mozesz czekac z podieciem takie cos przewaznie predzej czy pozniej wychodzi na jaw w najmniej odpowiedniej chwili,a wtedy moze sie okazac ze stracilas naprawde wszystko! powinnas chyba usiasc z twoim kochanym i szczeze z nim porozmawiac,co dalej za nim to sie jeszcze nie wydalo. 25 Odpowiedź przez kaszmirka 2009-08-25 15:55:48 kaszmirka Wróżka Bajuszka Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-08-14 Posty: 208 Wiek: 29 Odp: dlaczego kochamy ,a nie potrafimy być razemwiesz kochana dużo debatujemy,ale niestety nie możemy być ze sobą,kochamy się ale nie możemy być ze sobą,ja nie mogłabym patrzeć jak on się zadrecza tym że nie widzi się z synkiem i wiem że skrzywdziłabym go tym ze nie ma go na codzień 26 Odpowiedź przez zuzia 2009-08-25 18:12:08 zuzia Słodka Czarodziejka Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-08-22 Posty: 150 Wiek: 36 Odp: dlaczego kochamy ,a nie potrafimy być razemnie gniewaj sie ale wy chyba tak naprawde nie wiecie czego chcecie,moze podoba wam sie taki uklad?skoro tak to czekaj az sprawa sie sama mowisz ze tak lepiej,ale nie wiem czy warto tak kciuki zeby jakos sie to wszystko poukladala 27 Odpowiedź przez kaszmirka 2009-08-26 19:22:54 kaszmirka Wróżka Bajuszka Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-08-14 Posty: 208 Wiek: 29 Odp: dlaczego kochamy ,a nie potrafimy być razemczas pokaże co będzie dalej jeżeli nam pisane bycie razem tak będzie,na chwile obecną nie moge nic zmienić więc zostawiam tak jak jest pozdrawiam zuzia i dziękuję 28 Odpowiedź przez mirelcia2000 2009-09-02 13:50:43 mirelcia2000 Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-09-02 Posty: 8 Odp: dlaczego kochamy ,a nie potrafimy być razemCzytałam twoją historę! Czasami myślę że mnie szczęście opusciło ale jak czytam wasze historię to mam nadzieje na lepsze jutro. Miłość to tylko słowo ale to uczucie dla którego warto być żyć i śnić a bez niego człowiek ma pustke i żal. W życiu mówiono mi idż za głosem serca, kieruj się uczuciami.... Tylko mi brakuje rozsądku 29 Odpowiedź przez kaszmirka 2009-09-02 17:34:20 Ostatnio edytowany przez Agatka (2009-12-17 22:07:21) kaszmirka Wróżka Bajuszka Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-08-14 Posty: 208 Wiek: 29 Odp: dlaczego kochamy ,a nie potrafimy być razem niestety nic nie jest łatwe a miłość nie zawsze jest łatwa,glowa do góry trzymaj się"W życiu trzeba robić to co się kocha, z tymi, których się kocha" 30 Odpowiedź przez majorka 2009-09-12 09:55:13 majorka Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-09-06 Posty: 660 Odp: dlaczego kochamy ,a nie potrafimy być razem Kaszmirka sama dobrze wiesz, że rozumiem Cie w 100% tylko, że w Naszej histori nie ma dzieci... o tyle o ile łatwiej... ja bym chyba to zostawiła biegowi wydarzeń... tak jak Ty mi powiedziałaś co ma byc to będzie... jakieś przeznaczenie jest nam pisane... trzeba byc cierpliwym... to uczucie Cie pewnie nie minie skoro jest takie mocne wiec trzeba wierzyc ze jakos sie ułozy.... 3mam mocno kciuki :* "Każda kobieta zasługuje na to aby być czyjąś księżniczką 24 godziny na dobe, 7 dni w tygodniu i 365 dni w roku" - pamiętajcie o tym :* 31 Odpowiedź przez kaszmirka 2009-09-12 10:35:58 kaszmirka Wróżka Bajuszka Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-08-14 Posty: 208 Wiek: 29 Odp: dlaczego kochamy ,a nie potrafimy być razemdokładnie trzeba cieszyć się chwilą co ma byc to bedzie,nie ma co sie codziennie zastanawiać i smucic bo naprawde można się wykączyć nie potrafie z niego zrezygnować i chcę być przy nim blisko wspierać go w ciężkich chwilach bo ma ciężki okres,jestem też jego przyjacielem,a przyjaciół w potrzebie się nie opuszcza,dużo siły życze Ci kochana 32 Odpowiedź przez Anemonne 2009-09-12 11:06:12 Ostatnio edytowany przez Anemonne (2009-09-12 11:07:04) Anemonne 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-09-08 Posty: 10,422 Odp: dlaczego kochamy ,a nie potrafimy być razem Po pierwsze: nie rozumiem, jak po kilku miesiącach znajomości z tym człowiekiem możesz być pewna, że to mężczyzna Twojego życia, bratnia dusza itp. Po kilku miesiącach to jeszcze jest silne zauroczenie, dajesz się ponieść fali hormonów i różnych innych związków chemicznych, które mieszają Ci w mózgu. W tym stanie człowiek nie myśli trzeźwo i zazwyczaj nie używa rozumu (oczywiście nie mam tu na celu Cię obrazić, chodzi mi o rozgraniczenie serce-rozum).Po drugie: jeśli już jesteś pewna że to z nim chcesz być, a nie z ojcem Twoich dzieci, moim zdaniem lepiej dla wszystkich będzie jeśli rozejdziesz się z dotychczasowym partnerem i będziesz z tym, w którym jesteś zakochana. Moi rodzice również się rozeszli kiedy byłam dzieckiem, i szczerze Ci powiem, że wtedy poczułam pewną ulgę - widywanie rodziców oddzielnie i raz na jakiś czas jest lepsze, niż dorastanie w rodzinie, w której ewidentnie widać, że nie ma miłości między rodzicami i że są oni ze sobą wreszcie po trzecie: jaką masz pewność, że nawet jeśli Ty odeszłabyś od męża/partnera, to on - ten drugi - odszedłby od swojej partnerki? Postępuj ostrożnie, bo możliwe, że okaże się, że jego nie stać na tak duży i poważny krok. 33 Odpowiedź przez kaszmirka 2009-09-12 11:22:15 kaszmirka Wróżka Bajuszka Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-08-14 Posty: 208 Wiek: 29 Odp: dlaczego kochamy ,a nie potrafimy być razemna pewno masz rację,ale w tym momencie ja już sama nie wiem co robić,więc wole zostawić to biegowi czasu 34 Odpowiedź przez Anemonne 2009-09-12 11:28:44 Anemonne 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-09-08 Posty: 10,422 Odp: dlaczego kochamy ,a nie potrafimy być razemTo dobrze - czas pozwala wiele zrozumieć i sobie poukładać. W sumie trochę szkoda, że w takim układzie oszukujecie swoje rodziny, ale z drugiej strony domyślam się, że nie jest to łatwa sytuacja. Życzę Ci, żebyś odnalazła równowagę pomiędzy sercem i rozumiem - a to trudna sztuka 35 Odpowiedź przez kaszmirka 2009-09-12 12:23:58 Ostatnio edytowany przez Agatka (2009-12-17 22:11:44) kaszmirka Wróżka Bajuszka Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-08-14 Posty: 208 Wiek: 29 Odp: dlaczego kochamy ,a nie potrafimy być razem dziękuje nie jest łatwe,ale w sumie myślę że nic nie dzieje się bez powodu dlaczegos musieliśmy się spotkać i poczuć to co czujemy,a z czasem mam nadzieję że wszystko bedzie jasne i tak jak powinno być,wiem że to nie fer wobec naszych partnerów,ale tylko przy sobie mamy szczęściestaram się walczyć z sercem bo rozum mówi co innego a serce się wyrywa w jego stronęużyj opcji "edytuj", gdy chcesz coś dopisać - Agatka/moderator 36 Odpowiedź przez kaszmirka29 2009-12-13 01:17:47 kaszmirka29 Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-12-12 Posty: 25 Odp: dlaczego kochamy ,a nie potrafimy być razemżycie jest tylko chwilą cieszmy sie nią 37 Odpowiedź przez oliwcia1621 2009-12-16 16:50:51 oliwcia1621 Wkręcam się coraz bardziej Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-12-16 Posty: 39 Wiek: 23 Odp: dlaczego kochamy ,a nie potrafimy być razem Miałam podobną sytuację,owszem mimto to,jestem z innym mężczyzną i mamy synka,ale o wiele wczesniej z młodzieńczych lat ciągle mam w głowie mojego byłego chłopaka,nasze drogi sie rozeszły gdy wyjechał do dużego miasta w celu zatrudnienia się w firmie,strasznie to przeżywałam,nie chciałam żeby tam pojechał,ale utrzymywalismy kontakt telefoniczny mimo ze był 2 razy w swojej rodzinnej miejscowości nie spotkalismy sie,byliśmy w ten czas bardzo załuje,ze wczesniej nie odwzajemniałam jego uczucia,tylko wręcz chamsko miałam go jako "zabawkę"odczułam cios dopiero,gdy wyjechał,samotność odczuwałam dziesięciokrotnie,obwiniałam się,dopiero wtedy zrozumiałam co straciłam,jak bardzo go kocham kiedyś stwierdzilismy,że powinniśmy być razem mimo tego,ale on ma juz kobietę i dziecko i chyba los nas juz nie z tego wnioskuje,że człowiek uczy sie na błędach,nie chce go spotkać bo wiem,że skończyłoby sie to niepotrzebnym romansem...chociaz tak często o nim myśle i chciałabym bym blisko niego dzieli nas 500km...może kiedyś go spotka, prawie się nie kontaktujemy a jego widuję tylko na Naszej Klasie.. >>>**Moje Uczucia,Moja Sprawa-Moje Życie ... Moja Zabawa!!=) 38 Odpowiedź przez kaszmirka29 2009-12-16 21:41:41 kaszmirka29 Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-12-12 Posty: 25 Odp: dlaczego kochamy ,a nie potrafimy być razemto faktycznie smutna historia,widzisz i zastanawiasz sie co by było gdyby,ja wole choć przez chwile nie myslec o niczym,dziękuje za post 39 Odpowiedź przez gretchen 2009-12-16 22:03:06 gretchen Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-12-16 Posty: 24 Wiek: 35 Odp: dlaczego kochamy ,a nie potrafimy być razem Moim zdaniem kaszmirko powinnaś słuchać głosu serca. Z kim jesteś szczęśliwa i przy kim czujesz się prawdziwą i wartościową kobietą. Na dłuższą metę ciężko jest prowadzić podwójne życie, bo wczesniej czy później wszystko wychodzi. Dlatego najlepiej jest posłuchać serca. Czasem kogoś kochać, to znaczy mieć odwagę pozwolić mu odejść... 40 Odpowiedź przez agnieszka616 2009-12-17 17:44:51 agnieszka616 Wkręcam się coraz bardziej Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-12-12 Posty: 35 Wiek: 24 Odp: dlaczego kochamy ,a nie potrafimy być razemKaszmirko, udzielasz się na forum dużo i mądrze, jak wiesz korzystam z Twoich rad każdego dnia. Jesteśmy mądre, wiemy jak żyć i postępować, by było dobrze, ale wiemy patrząc obiektywnie na czyjeś sprawy. Prawda? Ale nie o tym chciałam pisać. Czytałam dużo Twoich wypowiedzi ale nie wiem jak Twój partner (ten nieoficjalny) podchodzi do sytuacji? Czy on myśli o byciu z Tobą? 41 Odpowiedź przez kaszmirka29 2009-12-18 18:01:15 kaszmirka29 Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-12-12 Posty: 25 Odp: dlaczego kochamy ,a nie potrafimy być razemkochana chcielibyśmy bardzo być ze soba czujemy i rozumiemy się świetnie,ale mamy dzieci którym nie chcemy psuć dzieciństwa,wiesz na pewno może się to wydać śmieszne ktoś pomyśli to po co się spotykacie skoro ranimy swoje rodziny,ja jednak jestem zdania że zostawiam sprawy samym sobą czas pokaże dzieci szybko rosną jeżeli okaże się to silnym i prawdziwym uczuciem to może kiedyś przy kominku będę mu kapcie na drutach robiła ciesząc się tak naprawdę nim i mam nadzieję że nikt nie będzie cierpiał,jak na razie cierpimy tylko my że nie możemy być tak naprawdę ze sobą 42 Odpowiedź przez hana 2009-12-26 16:02:00 hana 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2008-06-12 Posty: 923 Odp: dlaczego kochamy ,a nie potrafimy być razem Kaszmirko wiem co czujesz,Twoja historia jest też moją...To się poprostu dzieje i nikomu nie życzę bólu z miłości. Człowiek żyje po to, aby kochać. Jeśli nie kocha-to nie żyje... 43 Odpowiedź przez kaszmirka 2010-02-10 21:39:36 kaszmirka Wróżka Bajuszka Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-08-14 Posty: 208 Wiek: 29 Odp: dlaczego kochamy ,a nie potrafimy być razemdokładnie widzę że takich historii jak moja jest wiele,każda przechodzi swoje chwile smutku i radości,i każdej brakuje sił na prawidłowe decyzję pozdrawiam Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
- Яслիбр փ ուր
- Аቴеτупащու и
- Սοለοбι еዝոз
Byłam z innym mężczyzną, kiedy rozstałam się z moim ukochanym, ale nie byłam szczęśliwa w tym związku. I to tym razem ja zraniłam tego chłopaka, ale próbowałam go pokochać, zapomnieć o tamtym. Nawet mi się udało, ale na krótko. Z nim nie było tego samego uczucia, co z każdym innym;/ I potrafię sobie wymazać tego faceta z
Witam, Mam 28 lat i przez ostatnie 9 lat żyłam w związku z mężczyzną, którego zresztą nadal kocham. Mamy 2 dzieci i na dodatek obecnie jestem w ciąży, rodzę za 9 tygodni, czyli będzie 3 dziecko. Od roku jesteśmy małżeństwem, ale raczej to niewiele zmienia. Miesiąc temu mój mąż poinformował mnie, że nie możemy być dłużej razem, że nie da się niczego naprawić, bo nie ma czego według niego. Że nie da mi już żadnej szansy, bo chce być w końcu szczęśliwy w życiu i raz pomyśleć o sobie, a nie o innych. Uważa on, że lepiej, aby dzieci widziały go szczęśliwego niż nieszczęśliwego w naszym związku. Powiedział, że mnie już nie kocha, że wszystko się wypaliło z jego strony, fizycznie mu nadal się podobam, ale nie o to chodzi według niego. Powiedział mi również, że poznał dziewczynę, która go rozumie, jest jego drugą polową, że ja nigdy tak go nie rozumiałam. Że żałuje, że nie poznał jej 5 lub 10 lat temu, to inaczej by wszystko potoczyło się. Zgłupiał zupełnie na jej punkcie i twierdzi, że jak ona z nim nie będzie to już z żadną kobietą w życiu nie będzie, a do mnie nigdy nie wróci, zarzeka się na wszystko. Warto wspomnieć, że jest ona o 7 lat młodsza ode mnie. Poznał ją kilka dni przed tym, jak mi powiedział o rozstaniu. Spotkali się dopiero 4 lub 5 razy. Śmiem twierdzić, że nawet jej jeszcze dobrze nie poznał, a już tak zgłupiał. Ona wie, że jest żonaty i ma dzieci. Nie przeszkadza jej to. Nie potrafię sobie z całą tą sytuacją poradzić, jestem załamana i zdesperowana. Mieszkamy jeszcze razem i do wakacji musi tak zostać, tak ustaliliśmy, bo mamy za dużo wspólnych rzeczy do podziału. On twierdzi, że chce zostać moim przyjacielem, że zawsze będzie nam pomagał i odwiedzał dzieci, bo są dla niego najważniejsze, ale na tym się kończy. Ciągle trzymam się nadziei, że może do wakacji coś się zmieni, że opamięta się, ale z każdym dniem on coraz bardziej daje mi do wiadomości, że tak nie będzie. Ciągle mówi, że nigdy do mnie nie wróci, nawet jak przestaną się spotykać, a poza tym co codziennie słyszę jak rozmawia z nią przez tel. i jak pisze do niej sms-y. Nie potrafię sobie z tym wszystkim poradzić, twierdzi, że to ja wszystko popsułam, że go nigdy nie słuchałam ani nie wspierałam, że nigdy nie byłam po jego stronie. Pewnie część rzeczy to prawda, nieraz się kłóciliśmy, często z mojej winy i ja zaczynałam, ale on nie ułatwia mi tego. Proszę poradźcie mi coś, bo w końcu zwariuję - nie wiem zupełnie co dalej mam zrobić ze swoim życiem. Jestem już na skraju załamania, a jedyne co on mi mówi to to, że muszę być silna. Brakuje mi go. Nigdy nie chciałam takiego życia, mój ojciec odszedł od matki jak byłam malutka - zawsze chciałam lepiej dla swoich dzieci. KOBIETA, 28 LAT ponad rok temu
W niczym to nam nie przeszkadza, socjali poza 500+ nie biorę (polecam najpierw sprawdzić ileż to złota dają samotnym matkom 😉) Kościół to nie nasza bajka od dawna. Ślubu nie mamy bo nie czuliśmy potrzeby a do tego część bliskiej rodziny by się obraziła za brak zaproszenia a druga połowa nie uznaje cywilnego jako "prawdziwegoZazwyczaj wpada w wir pracy z którego z czasem nie umie się wyplatać. Żyją wtedy razem ale tak naprawdę osobno i nagle, kobieta zaczyna mieć pretensje do męża, że tak pochłonęła go praca, że nie ma czasu nawet na spacer z własnym dzieckiem, że wciąż się mijają i ona siedzi z dzieckiem sama. Co w takiej sytuacji?
Jakby stanowił z nim jedność. Skłonił się niczym po zakończeniu udanego występu przed pełną podziwu publicznością. Tamten wzruszył ramionami. Za dnia czasami wychodzą z miasteczka, żeby skontrolować pracujących na polach lub zadbać, by na noc wszyscy wracali.. Teraz był już dorosły i nie musiał słuchać poleceń starszego brata, ale wciąż był narażony na jego wymówki. Czuł, jak wystaje mu z pleców. Nie wiem. Nie mam wyboru. Chłopak dopiero teraz uświadomił sobie, iż polanę otaczali ukryci w mroku ludzie. Oczywiście, należy ci wybaczyć twoją agresywność, i tak niczego innego się nie spodziewałem. Uśmiechali się głupawo. Może i nie wiedział zbyt wiele o tym jej Stwórcy, ale za to widział wcześniej duchy dobre i złe. Oplotły, omotały mrocznego stwora. Dopóki chłopak jest tutaj, masz zrezygnować z kontroli nad skrzywił się zdegustowany...